Jestem fanem hybryd

Jestem fanem hybryd, do tego stopnia, że jak chrześnica zażyczyła sobie zestaw do hybryd pod choinkę, myślałem, że chodzi o zabawkowe samochody. Oczywiście wielokrotnie wcześniej fascynowałem się różnymi rozwiązaniami, produktami i usługami i czasem okazywało się, że później wychodziły na jaw jakieś „haczyki”, które je zupełnie dyskwalifikowały. Pozostając w branży motoryzacyjnej – taka sytuacja miała miejsce w przypadku turbo diesli. Doskonała współpraca jednostki wysokoprężnej, intercoollera i sprężarki fascynowała zapewniając atrakcyjną krzywą mocy i niskie zużycie, tańszego wówczas od benzyny, oleju napędowego. Większe niż w przypadku benzyniaków zanieczyszczenie spalin miały usuwać specjalnie zaprojektowane katalizatory i filtry cząstek stałych. Niestety okazało się, że niemal wszyscy producenci oszukiwali przy testach czystości spalin, a użytkownicy, szczególnie w Polsce, dla oszczędności, wycinali zużyte filtry cząstek stałych, zamiast wymienić je na nowe. Zresztą naprawy tego sprzętu były i tak bardzo kosztowne, ze względu na liczbę podzespołów i poziom skomplikowania. Mam nadzieję, że takie rewelacje nie wyjdą na jaw po czasie w przypadku napędów hybrydowych, i jest to mało prawdopodobne, biorąc pod uwagę, że te produkowane są już ponad 20 lat.

Odkąd jeżdżę hybrydą, jeszcze bardziej denerwują mnie kopcące Diesle, od których zapachu nos się skręca. Hybryda emituje bardzo mało zanieczyszczeń, szczególnie stojąc w korku, zderzak, przy zderzaku, kiedy najbardziej jesteśmy na ten dym wystawieni, bo pracuje wówczas głównie silnik elektryczny, lub żaden. Nawet klimatyzacja nie potrzebuje aby silnik spalinowy działał, bo napędzana jest sprężarką elektryczną. Hybrydy emitują też o wiele mniej pyłów generowanych podczas hamowania. Nie zużywamy wówczas klocków, ani tarcz hamulcowych, bo większość siły hamowania silnik, lub silniki elektryczne zamieniają na energię elektryczną. Podczas ruszania, nawet gwałtownego, silnik spalinowy też nie jest tak obciążony jak w zwykłym samochodzie, bo wspomaga go dodatkowo jednostka elektryczna, korzystając z energii zmagazynowanej podczas hamowania.

Rozwiązanie hybrydowe nie tylko znacznie redukuje zużycie paliwa, ale jest też dużo mniej awaryjne od zwykłego napędu benzynowego, tym bardziej od wspomnianego wyżej, skomplikowanego turbodiesela. Nie ma w nim wielu awaryjnych elementów a wiele z tych, które pozostały jest mniej obciążone niż w tradycyjnym aucie. Silnik spalinowy jest wspomagany przy przyspieszaniu, ale i podczas hamowania, zwykle nie korzystamy z „hamowania silnikiem” aby odciążyć hamulce. Te są odciążane, a wręcz wyręczane, przez silnik elektryczny zamieniający energię kinetyczną auta na prąd. Prostsza jest nawet konstrukcja skrzyni biegów, która nie dość że nie ma biegów, tylko płynne przełożenie, to nie ma też biegu wstecznego. Samochód cofa wyłącznie na silniku elektrycznym. Konstrukcja napędu 4×4 także jest prostsza. Nie występuje tu wał napędowy przechodzący pod podłogą i zabierający miejsce na nogi pasażerowi siedzącemu na środku tylnego siedzenia, ani skomplikowany mechanizm różnicowy. Napęd na tył jest realizowany przez dodatkowy silnik napędzający tylne koła a żeby go zasilić, wystarczą oczywiście cienkie, mało awaryjne przewody elektryczne.

Biorąc pod uwagę powyższe, uważam, że każdy kto rozważa nabycie nowego auta powinien dołożyć te kilka złotych, wziąć kredyt, najem długoterminowy, lub leasing i koniecznie kupić hybrydę. Ja, mając wcześniejsze doświadczenia z tym ile nowe auto traci na wartości po wyjechaniu z salonu, po pierwszym, czy drugim roku, szukałem używanej hybrydy, ale nikt nie chciał wówczas takiej sprzedać, więc zdecydowałem się na nową. Dało mi to również do myślenia, że skoro użytkownicy nie chcą się tych aut pozbywać, to pewnie są z nich zadowoleni i prawdą jest to co komunikuje producent, że auta te lepiej trzymają cenę niż tradycyjne.

Do miasta genialnie nadają się hybrydy plugg-in, które jeśli jeździmy tylko do pracy, na zakupy i z powrotem, możemy użytkować jak auto elektryczne. Jeśli codziennie, w domu, lub w pracy mamy możliwość podładowania baterii, to nie musimy planować postojów i czasu jaki potrzebujemy do naładowania akumulatorów. Inaczej, kiedy jedziemy w trasę. Wówczas rozpędzamy dość ciężkie auto, posiadające, w odróżnieniu od klasycznej hybrydy, zwykłego auta i samochodu elektrycznego, zarówno silnik spalinowy, jak i elektryczny, zbiornik paliwa i całkiem sporą baterię. Ta z kolei ogranicza przestrzeń – na ogół w bagażniku. Przesiadając się na auto całkowicie elektryczne, ubywa nam sporo kilogramów, bo nie mamy silnika spalinowego i zbiornika paliwa i często zyskujemy dodatkowy bagażnik z przodu.

Na tym etapie rozwoju technologii i przy obecnej, ograniczonej dostępności surowców potrzebnych do budowy nowoczesnych baterii, a tym bardziej przy obecnym stanie rozwoju sieci punktów ładowania, auto elektryczne jest bardzo angażujące. Wyjeżdżając poza miasto musimy mieć pewność że będziemy mieli gdzie się podładować, aby móc wrócić i zaplanować co będziemy wówczas robili, bo takie ładowanie może potrwać bardzo długo. Sam miałem okazję się o tym przekonać, kiedy wyjazd weekendowy okazał się dość stresujący i stojący pod znakiem ładowania auta. Zamiast cieszyć się weekendem, nieustannie szukałem odpowiednich gniazdek i zastanawiałem się, czy zdążę podładować baterię, aby wrócić na czas. Ponadto, mając 700 KM pod maską, musiałem jechać 100 na godzinę, najlepiej w tunelu aerodynamicznym za TIR’em, aby oszczędzać energię – to było męczące. Jeśli takie auto stanie „w polu”, nie wystarczy skoczyć z kanisterkiem do najbliższej stacji benzynowej. Trzeba kupić agregat prądotwórczy i poczekać kilka godzin aż auto się podładuje, lub zamówić lawetę.

Punktów ładowania szybko przybywa i to cieszy. Energię elektryczną możemy też wytworzyć sami z tradycyjnych źródeł nieodnawialnych, lub ze słońca, wiatru, czy wody, nie będąc zależnymi od krajów, które wydobywają ropę naftową. Martwi trochę fakt, że często ładowarki nie znajdują się przy samych autostradach, jak stacje benzynowe, tylko są umieszczone poza nimi i trzeba zjechać z drogi aby do nich dotrzeć. Ponieważ większość energii w Polsce pozyskujemy z węgla, jeżdżąc „elektrykiem” jeździmy de-facto na węgiel, jednak mimo wszystko generujemy w ten sposób mniej zanieczyszczeń, niż użytkując tradycyjne silniki spalinowe. Nowoczesne bloki węglowe są bowiem wyposażone w odpowiednie filtry, które usuwają część zanieczyszczeń i są restrykcyjnie kontrolowane. Pamiętajmy także, o braku pyłów generowanych przy hamowaniu, przez klocki i tarcze hamulcowe. Jeśli jednak chcemy się cieszyć naprawdę czystym powietrzem i dbać o środowisko naturalne, musimy do zasilania aut elektrycznych i nie tylko, coraz więcej energii pozyskiwać ze źródeł odnawialnych.

Od 2011 roku głównym moim zajęciem są inwestycje w wiatraki i bardzo ważne jest dla mnie, że oprócz zysków dla indywidualnych inwestorów, te projekty przyczyniają się do poprawy jakości powietrza w Polsce. Smog zabija bowiem, w naszym kraju, blisko 50.000 osób rocznie. Polska zyskuje też, dzięki OZE, niezależność energetyczną, która teraz ma znaczenie również w transporcie. Jeżdżą już przecież pierwsze autobusy elektryczne, które nie tylko nie trują, ale są ciche, a ich baterie można ładować wtedy, kiedy zapotrzebowanie na energię jest mniejsze – w nocy i kiedy jest ona tańsza. Na bezpieczeństwo energetyczne niebagatelny wpływ ma również fakt, że każdy z tysięcy, a zaraz milionów samochodów posiada baterię, z której energię może oddać (odpłatnie) do sieci, kiedy będzie na nią zwiększone zapotrzebowanie. Widmo blackoutu przeżyliśmy już, pierwszy raz od kilkudziesięciu lat w roku 2015 i jest duża szansa, że się ono powtórzy.

Dobre auto elektryczne, to luksus, frajda i ochrona środowiska. Dzisiaj jeszcze użytkowałbym je raczej jako „drugie w rodzinie”. Ogniwem przejściowym, mniej angażującym i bardziej wygodnym, są na chwilę obecną hybrydy. Zastanawia też czy i kiedy rozwinie się w Polsce sieć stacji ładowania wodoru do samochodów z tym napędem, które de-facto również są autami elektrycznymi, z niewielką baterią, jak w hybrydzie, tylko produkują sobie energię elektryczną z wodoru. Pierwsze w Polsce wodorem mają być zasilane autobusy miejskie.

Tomasz Wiśniewski

Pracownia Finansowa

This Post Has One Comment

Leave a Reply

Close Menu